Czy post-apokaliptyczny świat gier z serii Fallout nigdy się nie zmienia?
Czy i tym razem udało się zachować „to coś” pierwowzorów?
Słynne „War, war never changes …” , niczym bomba atomowa wbiła mnie w fotel, który zresztą takiej trójwymiarowej, atomowej próby do tej pory nie przeszedł. Już podczas samej instalacji gry (ta zajmuje około 6 GB miejsca na naszym HDD), zostałem pozytywnie zaskoczony przez firmę Bethesda. Znane „artworki” z poprzednich części mile wprowadzają w nuklearny klimat gry. Autorzy dali nam nawet możliwość wyboru wersji językowej! I tak możemy wybrać angielską, polską z napisami czy pełną polską wersję językową. To na plus.
Tak już na wstępie zachwalam tytuł, jednak każdy wie, że nie ma róży bez kolców. Jednak zanim zerwiemy tą różę, pora wyjaśnić, czym jest Fallout z numerkiem 3?
Podstawowe informacje:
Właśnie, kolejne miłe zaskoczenie. Zanim omówię bohatera gry (bohaterkę?), należy ową postać stworzyć. Jak? Prosto!
Przy własnych narodzinach! Wybieramy płeć dziecka, jego imię, wygląd w momencie własnych narodzin. Następnie uczymy się podstaw poruszania, interakcji a to wszystko przy obecności własnego ojca, kluczowej postaci z gry. Z czasem zajmujemy się naszymi cechami ( 7 głównych atrybutów ), umiejętnościami, profitami. Jest w czym wybierać.
Tak oto stawiasz pierwsze kroki w krypcie 101. Życie biegnie sobie sielankowo, ale nieoczekiwanie Twój ojciec opuszcza kryptę. Dlaczego teraz? To już odkryjesz sam, zmuszając się do pościgu za nim.